Nowe zdjecia w galerii
Jestes tutaj: Strona glówna -> News: Greetings from London!
Greetings from London!

Nasza podróż do Londynu i Lincoln rozpoczęła się niemalże w środku nocy, czyli o godzinie 5:30 czasu środkowoeuropejskiego. Do lotniska Warszawa – Modlin dotarłyśmy około 8:30, a więc dwie godziny przed odlotem. Tym razem w bramce nikt nie piszczał, za to nasze walizki przeszły gruntowną kontrolę, nie wspominając już o nas…

Lot upłynął nam bardzo przyjemnie.  Kasia z niecierpliwością oczekiwała na moment, w którym samolot poderwie się w górę i nie pomagały jej wcale  komentarze dwójki dzieciaków, siedzących tuż za nami na temat tego, że samolot na pewno spadnie i wszyscy wpadniemy do wody. Ola natomiast w ogóle się tym nie przejmowała i  zaraz po zajęciu swojego miejsca, pogrążyła się w lekturze. Pauliny i Marity, jak zwykle zresztą, humor nie opuszczał.

Na lotnisko Stansted dotarłyśmy przed 13:00. Jeszcze tylko godzina jazdy autobusem, zmiana czasu i już jesteśmy w stolicy Zjednoczonego Królestwa. Londyn przywitał nas słonecznie i wietrznie. Trasę do naszego hotelu pokonałyśmy londyńskim metrem, w którym pani Ilona dla relaksu robiła nam zdjęcia. Po południu zameldowałyśmy się w hotelu przy King’s Cross Road i po krótkim odpoczynku ruszyłyśmy na wieczorny podbój Londynu. Największym wyzwaniem okazał się dla nas lewostronny ruch na ulicach. Na początku uznałyśmy, że napisy „look right”, „look left”, znajdujące się na  wszystkich przejściach dla pieszych, są przesadną skrupulatnością Brytyjczyków, ale w trakcie poruszania się po mieście musiałyśmy zmienić zdanie i przyznać, że dla obcokrajowców są jednak bardzo pomocne. Przechodzenie na czerwonym świetle okazało się „normą” wśród tutejszych mieszkańców. Czarne londyńskie taksówki , czerwone piętrowe autobusy i typowe angielskie kamieniczki to tutaj najbardziej charakterystyczne elementy krajobrazu. Największym jednak powodzeniem cieszyły się budki telefoniczne, w których każda z dziewczyn chciała mieć zdjęcie.

Zwiedzanie stolicy  „by night” rozpoczęłyśmy od Katedry św. Pawła i słynnych londyńskich mostów – Tower Bridge i London Bridge, które oświetlone i odbijające się w Tamizie wyglądały zjawiskowo (niestety zdjęcia nie wyszły profesjonalnie, za co p.Ilona przeprasza p. Jarka B). W drodze powrotnej odwiedziłyśmy jeszcze Katedrę Southwark, gdzie właśnie odbywała się msza ewangelicka. Największe wrażenie zrobiły na nas kobiety ubrane w szaty duchownych i pełniące role kapłanów. Z powrotem do hotelu trafiłyśmy tylko dzięki orientacji w terenie pani Ilony, która na wątpliwości pani Ani, że ulicy, po której idziemy nie ma na mapie, stwierdziła, że nie może jej nie być na mapie, skoro MY po niej idziemy.

Drugi dzień odkrywania uroków Londynu postanowiłyśmy rozpocząć od wizyty „na samym szczycie”, czyli od Pałacu Buckingham. Co prawda królowa Elżbieta II nie zaszczyciła nas osobiście, ale jej nieobecność zrekompensowały nam wiewiórki, których było mnóstwo w pobliskim St.James’s Park. i które podbiegały do każdego. Kolejnym etapem naszego spaceru było Opactwo Westminster, budynki Parlamentu Brytyjskiego i oczywiście Big Ben, a tuż po drugiej stronie Tamizy – London Eye. Następnie krótka wizyta na Trafalgar Square, zdjęcia pod Kolumną Nelsona i około godzinne zwiedzanie Galerii Narodowej, gdzie mogłyśmy podziwiać malarstwo prawie z całego świata i z różnych epok, m.in. Rafaela, Van Dyck’a, Reniora, Moneta , Rembrandta, Van Gogha i wielu innych. Na widok  „Słoneczników” van Gogha,  Marita miała wątpliwości, czy to aby na pewno oryginał. Obie z Pauliną stwierdziły, że po tak pilnym kontemplowaniu sztuki mistrzów pędzla, mają do końca semestru  zaliczone lekcje z WOKu. Nie wiedziały jeszcze, że kolejna dawka „kultury” czeka je w British Museum, w którym mogłyśmy obejrzeć  sztukę i  eksponaty pochodzące ze starożytnego Egiptu, Grecji , Rzymu i Dalekiego Wschodu. Prawdziwe egipskie mumie, posągi sfinksów i faraonów, greckie amfory, marmurowe rzeźby, posągi Buddy, monumentalne mozaiki i kamienny posąg z Wyspy Wielkanocnej robiły niesamowite wrażenie. Najbardziej jednak podobała się wszystkim misterna, złota biżuteria, jaką nosiły starożytne Greczynki i Rzymianki – diademy, kolczyki, paski.

Tego samego dnia wieczorem nasza grupa po raz pierwszy spotkała się z uczestnikami projektu Comenius z innych krajów na wspólnej kolacji. Po kolacji dziewczyny zgodnie stwierdziły, że najlepiej przebiegała integracja z grupą uczniów z Bułgarii, z którymi dogadywały się znakomicie aż w trzech językach!! Następnego dnia rano, po obejrzeniu osobliwości kulinarnych na Borough Market, takich jak homary pływające w akwarium czy burgery z kangura, strusia i zebry, na które żadna z nas z niezrozumiałych przyczyn niestety się nie skusiła, ruszyłyśmy autokarem do Lincoln, gdzie znajduje się nasza partnerska szkoła. Londyn pożegnał nas typową angielską pogodą, a więc deszczowo. Kolejna relacja z pobytu już wkrótce…..

Data dodania: 2012-11-26