Nowe zdjecia w galerii
Jestes tutaj: Strona glówna -> News: Wyjazd na Dzień Otwarty do Ambasady Niemiec i Ambasady Francji.
Wyjazd na Dzień Otwarty do Ambasady Niemiec i Ambasady Francji.

Sobota, 21 maja, zamiast czekać na popołudniowe imprezy taneczne wybraliśmy się do Warszawy na Dni Otwarte w dwóch ambasadach.  Skusiła nas Ambasada Niemiec, ponieważ niemieckim wszyscy w szkole władają świetnie. Chcieliśmy sprawdzić swoją znajomość języka w praktyce a przy okazji znaleźć się na parę godzin za granicą (teren ambasady należy do państwa – właściciela placówki dyplomatycznej.  Zajeżdżamy w samo południe, parkujemy pod Sejmem i za chwilę przekraczamy granicę.  Jest rewizja, prześwietlanie toreb, widzimy wozy niemieckiej policji, motocykle, dwujęzyczny tłum ludzi, wkraczamy do budynków ambasady. Wszędzie czystość i porządek, luksusy w dobrym stylu.  Wszędzie pełno stoisk różnych firm, organizacji, uczelni, stowarzyszeń, fundacji. Podchodzimy wszędzie, pytamy o wszystko (po niemiecku). Personel ambasady bardzo miły i uprzejmy.  W Niemczech obowiązuje uśmiechanie się do rozmówcy, zwłaszcza przy pożegnaniu.  Fotografujemy, filmujemy, zapraszamy do zdjęć zwłaszcza żołnierzy Bundeswehry i funkcjonariuszy Polizei.  Kto odważny – wsiada do wozów policyjnych. Zwiedzamy gabinety ambasadora, nie są szczególnie ciekawe, ale w fotelu przedstawiciela Angeli Merkel siedzi się bardzo wygodnie. Na szybie zauważmy plamkę… (w Niemczech???), to niewybaczalne. Dziewczyny jak zwykle interesuje chemia, biorą udział w eksperymentach z użyciem kolb (okazuje się że probówka to nie probówka tylko kolba). Chłopaki szukają napojów, jest tylko kawa, frei (bezpłatna).  Nie ma natomiast golonki, wurstu, , szpeku, knedli!  Was ist los!  Są precle, niemieckie, ale kolejka – pięćdziesiąt osób, jak w Alpach, a tu gorąco jak w Berlinie w ’45!. W końcu na kanapie prezydenta rozsiadamy się z preclami, wokół krążą dyplomaci, jemy te precle. Słone!!  Donnerwetter!  Gdzie jest woda?  Nie ma wody!!!  Kein Wasser! Szybka decyzja – idziemy do Francji, tam będzie woda, perlaż (perlage) i inne smaczne napoje, dojrzewające w słońcu Szampanii ;-)  Przekraczamy graniczny Ren (ulica Jazdów) i jesteśmy we Francji.  Inny klimat,  Iny nastrój, świeże powietrze, zapachy, Paryż Francja, elegancja.  Na granicy Damian podrywa Klarę, Klara jest z Paryża, co było dalej – wiemy tylko tyle co z daleka widzieliśmy przez liście: )    Pojawia się szkopuł – Francuzi nie mówią po niemiecku, a po polsku tak jak my po francusku. U la la – to za mało, ale oficerowie bardzo chętnie fotografują się z nami. Kolekcjonujemy gadżety i cukierki (bonbons).  Niektórzy nie mogą się oprzeć croissantom.  Ślimaków i płazów nie widać, dziwne. Robimy zdjęcia pod Wieżą Eiffla – xxx (chłopak) w stroju kobiecym, yyy (ona) – z wąsami. Ale to Francja, oni tam mają pod tym względem luz. I love Paris.  I znów przejście graniczne, i znów Klara, nie widać Klary!  Wzdychanie, pocieszanie, w nagrodę – pojedziemy na Krakowskie Przedmieście. Tam też pełno dziwnych rzeczy, niektóre tak dziwne, że… nie, o tym pisać nie wypada, bo dwie godziny drogi powrotnej nie wystarczyło żeby przestać się śmiać. Wesoły autobus (japońskiej produkcji, r. ‘2003, bo ani BMW ani Renault nie udało nam się pozyskać…) płynie jak niemiecko-francuski Airbus.

Warszawa niezła, ale nie umywa się do Brudzewic, gdzie rozlega się Macarena, hit nie do przebicia. O tym też tylko ustnie  : )

Pozdrawiamy  J

Dla ciekawych – ustnie rozwiążemy zagadkę jak należy kłaść widelce obok talerza, zębami do dołu czy do góry.  Szkolenie z protokołu dyplomatycznego przy wykwintnym stole przeprowadził nam osobisty kelner ambasadora.

Data dodania: 2016-05-23